Anglisto! Można inaczej... - wywiad z Klaudią Migdał

Stało się! W mojej głowie urodził się pomysł nowego 'cyklu', w którym chciałabym odbyć parę ciekawych rozmów. Ich celem będzie pokazanie, że bycie anglistą niejedno ma imię. Każdy wywiad będzie historią innego anglisty, który czasami musiał zaryzykować, porzucić coś albo zmienić położenie geograficzne. Czy ta seria się Wam spodoba? Nie wiem, ale bardzo bym chciała żeby tak było ;)




Rozmowa #2



Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam Klaudię, która wyjechała na Islandię. W Polsce zdobyła uprawnienia nauczycielskie, lecz jej pierwsza praca na wyspie wcale nie była związana z nauczaniem. Co musiała zrobić, żeby zostać nauczycielem w tym kraju? Czy było trudno? Czy Polak da sobie radę z językiem islandzkim? Mam nadzieję, że odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w naszej rozmowie. Zapraszam do lektury ;)

źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

Marta: Jak do tego doszło, że wybrałaś Islandię? 

Klaudia: Na początku wyjechałam na Islandię z programu Młodzież w Działaniu. Miałam wyjechać na 10 miesięcy, ale zostałam 12. Poznałam wtedy paru Islandczyków. Było to w 2010. Wiedziałam, że nie chcę uczyć w Polskiej szkole. Po zakończeniu Kolegium stwierdziłam, że spróbuję i wyprowadzę się na Islandię. Nie było to moje wymarzone miejsce. Po prostu chciałam mieszkać za granicą. Swojej przygody z nauczeniem nie zaczęłam też od angielskiego. Byłam na początku przedszkolanką, a później uczyłam home economics. Przez pewien okres czasu uczyłam też jogi (czego efekty widzicie pod spodem).

źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

M: Czym na poziomie administracyjnym różni się szkoła polska różni się od szkoły islandzkiej? Szkoła obowiązkowa trwa od 6 do 16 roku życia. Czy później można nie podjąć nauki?

K:  Szkoła podstawowa trwa 10 lat. Po tych 10 latach uczniowie mogą zdecydować czy idą dalej do liceum, a później na studia. Dużo osób młodych pracuje podczas nauki w podstawówce. Na Islandii są bardzo wysokie podatki około 39/40 %, dlatego młoda osoba pracująca na kasie jako sprzedawca może zarobić całkiem przyzwoitą sumę ponieważ, nie odprowadza tak wysokiej stawki. Po liceum uczniowie decydujący się na studia muszą liczyć się z tym, że studia na Uniwersytecie Islandzkim są płatne. Jednak opłaty nie są zbyt wysokie, czyli około 60 tysięcy koron.

Podejście do dzieci jest również inne. Są bardziej swobodne. Mogą jeść na przykład brudny śnieg <śmiech>. Są także bardziej praktyczne przedmioty rozwijające zdolności manualne takie jak stolarstwo, szycie, szachy czy taniec. W islandzkich szkołach podczas przerw wszystkie dzieci są na dworze, a w szkole mamy zakaz używania telefonów komórkowych.

źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

M: W którym momencie nauczania jest wprowadzany język angielski? Jak duże są grupy? Czy jest to popularny język na Islandii? Czy uczniowie mają potrzebę pobierania korepetycji z tego języka?

K: W Islandii jest tak, że do 7 klasy uczniowie mają jednego nauczyciela, który uczy ich wszystkich lub większości przedmiotów. Teraz się to zmienia i nauczyciele wymieniają się klasami między sobą. Dlatego do klasy 4 to nauczyciel prowadzący decyduje czy wprowadza angielski czy też nie. Szkoły islandzkie maja dużo autonomii. Mają oczywiście plan nauczania od Ministerstwa Edukacji jednak realizacja tego planu może różnić się w szkołach. W 5,6 i 7 klasie uczniowie mają angielski 3 razy w tygodniu po 40 minut. Islandzkie dzieci mają dużą styczność z językiem angielskim poprzez gry czy programy w telewizji, które są emitowane z angielskimi napisami. Idąc na studia 80% literatury specjalistycznej jest w języku angielskim, dlatego znajomość tego języka jest bardzo istotna. Klasy mają od 19 do 24 uczniów zazwyczaj. Nie ma podziału na grupy. Podział na grupy występuje tylko na zajęciach manualnych. Jeszcze nigdy nie słyszałam, aby ktoś brał korepetycję z angielskiego. Raczej się tego nie praktykuje. 

M: Jaki jest drugi język obcy wprowadzany w szkole?

K: W 7 klasie jako drugi język wchodzi język duński. Są to dwie godziny lekcyjne tygodniowo. Bardzo dużo osób wyjeżdża do Danii.

M: Jak często uczniowie są egzaminowani? Czy jest duży nacisk na przygotowanie i same egzaminy?

K: W klasie 4 jest taki egzamin/diagnoza. Tak samo w klasie 7 uczniowie piszą diagnozę z matematyki i islandzkiego. Jednak nauczyciele nie traktują tego jak egzamin. Uczniowie nie muszą przychodzić na galowo. Nie wpływa to tak właściwie na nic. Egzamin na koniec 10 klasy jest już bardziej oficjalny. Jego wyniki wpływają na proces rekrutacji do liceum. Można jednak skończyć szkołę bez tego egzaminu. 


źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

M: Jak to jest z tym ocenianiem? Czy nauczyciel musi w ogóle wystawiać jakieś oceny?

K: Rzeczywiście ocenianie wygląda nieco inaczej niż w Polsce. Jednak jest to obszar, który ciągle się zmienia. Jest dużo elementów oceniania kształtującego. Na przykład ocena na koniec 5 klasy składa się w 50% testu i 50% z odpowiedzi ustnej. Dostają jakieś pojedyncze oceny, ale raczej wyrażone w procentach. Nie ma kartkówek. Ocenianie jest bardziej luźne. Zazwyczaj uczniowie wiedzą z czego będzie test. Mamy więcej pracy projektowej, wypracowań. Musi być test na koniec klasy 5,6 i 7. Po półroczu raczej nie dostają ocen tak jak w polskich szkołach. 

M: W Polsce zawód nauczyciela kojarzony jest z bardziej z 'wolontariatem' niż pracą. A jak jest na Islandii? Czy jest to poważany zawód? Ciężko zostać nauczycielem?

K: Zawód nauczyciel jest mało poważany. Dyrektorzy są zdesperowani i zatrudniają osoby, które się nadają. W szkole pracują osoby, które nie mają uprawnień, aby uczyć. Jest bardzo mało młodych nauczycieli. Często młodzi ludzie kończą studia nauczycielskie i idą do innej pracy. Coraz więcej nauczycieli odchodzi ze szkół. Dwoma głównymi powodami są zarobki poniżej średniej krajowej i rodzice, którzy są bardzo roszczeniowi. Nie interesują się szkołą swoich dzieci i nie poczuwają się do obowiązków. Szkołę traktują jak przechowalnię dla swoich dzieci. Dobrym przykładem jest fakt, iż dzieci muszą czytać codziennie przez 15 minut osobie dorosłej na głos. Osoba dorosła musi się podpisać, że wysłuchała swojego dziecka. Bardzo często zdarza się tak, że rodzice nie mają nawet na to czasu.

źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

M: Widziałam, że wydałaś książkę dla dzieci razem z inną Polką. Czy było to trudne przedsięwzięcie? Jak została przyjęta?

K: Na Islandii mało rozmawia się o multikulturalizmie. Islandczycy nie przywykli do tego, że w ich kraju mieszkają osoby z innych części świata. Dlatego wraz z moją przyjaciółką napisałyśmy 5 historyjek dla dzieci. Napisałyśmy prośbę o grant do Urzędu Równości Miasta Reykjavik i drugi do banku. Islandczycy dalej są hermetyczni i brakuje im empatii w stosunku do obcokrajowców. Dlatego warto uczulać dzieci już od małego, że w przedszkolu czy szkole mogą spotkać osoby o innym kolorze skóry czy nie potrafiące mówić po islandzku. Książka została bardzo ciepło przyjęta. Nawet sam prezydent był na evencie promującym książkę.


M: Podobno język islandzki jest bardzo trudny. Jak dałaś sobie radę z nauką? Czy rzeczywiście było trudno?

K: Na początku to była masakra <śmiech>. Jakiś kosmos dla mnie. Pracowałam w domu dużo ze słownikiem, czytałam gazety, oglądałam telewizję. W ramach projektu chodziłam na kurs językowy. Najgorsze jest to, że jak mówisz słabo po islandzku to oni mówią do Ciebie po angielsku, więc nie zmuszają Cię do ćwiczenia języka. Po roku czasu zaczęłam mówić dość dużo. Był też taki czas, że pracowałam w hotelu pod lodowcem. Następna miejscowość od nas była oddalona o 200 km, więc wtedy nie miałam szans, aby ćwiczyć swój język.


źródło: zdjęcia z prywatnej kolekcji Klaudii

M: Czy z perspektywy czasu zdecydowałabyś się jeszcze raz na wyjazd? Jakie dokumenty były potrzebne, aby wyjechać? Jakie są największe plusy i minusy życia na Islandii?

K: Tak. Nie wiem czy mogłabym mieszkać w Polsce. Miałam tutaj znajomych, więc było mi łatwiej wyjechać. Lubię bardzo życie na Islandii. Reykjavik jest przepełniony turystami i ciągle się zmienia. Ludzie są bardziej wyluzowani i nie ma takiej presji. Atmosfera w pracy jest bardziej wyluzowana.  Mieszkając na Islandii musiałam nauczyć się żeby się nie spinać. Oni są tacy leniwi <śmiech>. Największym minusem jest tęsknota za rodzicami. Przeloty samolotowe mogłyby być też nieco tańsze. Kiedy się przeprowadzałam, łatwiej było znaleźć mieszkanie. Teraz przez Airbnb jest  o wiele trudniej. Przeprowadzając się należy się ubiegać o islandzki pesel, ale nie jest to trudne.

Aby uczyć w szkole należy mieć papier od Ministerstwa Edukacji. Zdobywanie statusu nauczyciela to strasznie biurokratyczny proces. Trzy razy zbierał się jakiś team, który debatował nad tym czy mogę zostać nauczycielem. Wszystkie dokumenty musiałam mieć przetłumaczone. Skończyłam licencjat i wtedy to wystarczyło. Teraz jest trudniej i trzeba mieć skończoną magisterkę. 


Z tego miejsca chciałabym bardzo podziękować Klaudii za poświęcony mi czas i cierpliwość. Nie ukrywam, że taka forma wpisów na blogu jest dla mnie najciekawsza. Przy okazji mogę poznawać ciekawych i inspirujących ludzi takich jak Klaudia. Jeszcze raz bardzo dziękuję!

A Wy jak tam? Pakujecie już manatki na Islandię? ;)

Pozdrawiam,
Wasz Stępniak ;)


Komentarze

  1. Super babka. Ja chyba nie odważyłbym się na wyjazd, choć przyznam Islandia kusi strasznie �� Jezyk trudny, ale ćwicząc można osiągnąć cel ��

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty